Wpisz to, czego poszukujesz

Tags:

Droga do Amed – Beji Temple i wodospad Git Git

Udostępnij

 

 

Wodospad Git Git

 

Po gonitwie za delfinami wróciliśmy na śniadanie, spakowaliśmy się i zeszliśmy na dół, ponieważ dzień wcześniej udało nam się załatwić sobie podwózkę do Amed. Najpierw rozważaliśmy transport publiczny czy też minibusy, ale okazało się, że po drodze jest parę miejsc, które można zwiedzić. Wśród nagabujących przy plaży ludzi napatoczył się sympatyczny sprzedawca bransoletek, który od słowa do słowa zaproponował nam przewóz autem. Przy plaży też mieliśmy internet z hotelu, więc łatwo i sprawnie porównaliśmy ceny innych przewoźników, potargowaliśmy się trochę i uzgodniliśmy, że po drodze zabierze nas do dwóch, trzech miejsc, które ustalimy spokojnie wieczorem. Oceniliśmy odległości i trudność dojazdu do pobliskich atrakcji i zdecydowaliśmy się na wodospad i świątynię.

Najpierw odwiedziliśmy wodospad Git Git. Trzeba przejść do niego dość długą krętą ścieżką, na początku tradycyjnie padają propozycje guide’owania – w tym miejscu w ogóle nie widzę w tym sensu – a później mijamy mnóstwo straganów i jesteśmy zaczepiani przez sprytne panie sprzedawczynie 🙂 Muszę przyznać, że wpadły mi tam w oko malowane w tradycyjnym stylu malutkie obrazki, których już powrotem nie udało mi się nigdzie na Bali upolować i bardzo żałowałam, że ich nie kupiłam. Zaopatrzyliśmy się w sarongi, by nie musieć wypożyczać ich w każdej świątyni. Pierwsze proponowane ceny są zupełnym nieporozumieniem i spokojnie można zbić je do 1/4. Odkryliśmy to próbując odejść od stoiska 🙂 Niby wszystko fajnie, ale problem polega na tym, że jeżeli to nie tylko sztuczka podczas targowania i naprawdę się rozmyśliło i chce się odejść jest tam bardzo ciężko „zwiać” 😉 Wodospad jest ładny, bardzo głośny i wszędzie wokół woda unosi się na wietrze. Nawet stojąc daleko będziemy mieli na sobie solidną mgiełkę. Przyjemne miejsce. Ale żeby porobić jakieś zdjęcia bez ludzi trzeba się porządnie naczekać, nawet jeśli stoi „kolejka” do podejścia pod sam wodospad i grzecznie czeka niektórzy nierozgarnięci turyści wpadają w kadr i nic sobie z tego nie robiąc cykają własne foty i psując innym ujęcia. Należy uzbroić się w cierpliwość 🙂

 

Świątynia Beji

 

Świątynia Beji pojawiła się przed nami niemal w samo południe, mimo okularów ledwo widziałam gdzie idę, słońce prażyło niemiłosiernie. Bardzo nam się spodobała, nie tylko ze względu na jej kameralność i masę detali, ale na panujący tam spokój. Byliśmy jedynymi turystami. Warto było tam zawitać 🙂

Świątynia Beji – więcej (klik)

Podróż wraz ze zwiedzaniem zajęła nam około 3-4 godzin. Po drodze zdążyliśmy omówić z naszym kierowcą mnóstwo tematów związanych z życiem na Bali, w Indonezji, w Europie, polityką i konfliktami na świecie. Zawsze fajnie porozmawiać z kimś z zupełnie innej kultury. Szczególnie, gdy okazuje się, że często ma się  podobne zdanie na ważne tematy 🙂

 

git_git


 

Tags:

Może polubisz i to:

Ta strona korzysta z ciasteczek, więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności. - zobacz

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close