Wpisz to, czego poszukujesz

Rinjani trekking – pierwszy dzień marszu wśród chmur

Udostępnij

 

SAM_1910

 

Trzydniowy trekking na Rinjani

 

Jak już wspomniałam w poprzednim poście podczas pobytu na gili Air zmieniliśmy firmę organizującą trekking na Rinjani. Na miejscu dało się mocno zbić cenę, poza tym zdecydowaliśmy się jednak na popularniejszy sposób wejścia na szczyt – z Senaru do Sembalun. Trekking trzydniowy, z dwoma noclegami.

Wyruszyliśmy z samego rana łodzią z lokalsami na Lombok, z nabrzeża busikiem podwieziono nas do Senaru. Szybko i sprawnie, bez niejasnych sytuacji. W hotelu zjedliśmy śniadanie i wyruszyliśmy gonić naszą grupę, która była już od jakiegoś czasu w drodze. Mała podwózka pod Rinjani Trek Center, przyjęcie wody, którą byliśmy zobowiązani nosić oraz kupienie biletów wstępu. Duże plecaki zostały zamknięte w pokoiku w hotelu i czekały na nas – jak się okazało – bezpiecznie.

 

 

Pos 2 i początek trekkingu

 

Do Pos 2, gdzie czekała reszta grupy, prowadził nas młody chłopak, oczywiście był w japonkach, jak wszyscy szerpowie ;D Droga była żmudna i wilgotna. Po 400 metrach musiałam ściągnąć buty trekkingowe i zamienić je na trampki. Pięty niestety zostały już mocno zdarte. Postanowiłam pozbyć się starych butów w Indonezji i kupić nowe po powrocie, bo nie pierwszy raz mnie uszkodziły – mimo plastrów. A tymczasem zdobyłam szczyt Rinjani w trampkach za 30 złotych 😉 Co prawda czułam każdy kamień, ale da się? Da 😉

Po drodze nieźle się zmachałam, nigdy nie byłam długodystansowcem, więc po górach chodzi mi się bardzo ciężko. Jednak jeszcze ciężej odmówić sobie takich przygód i widoków. Nie pamiętam jak długo szliśmy do Pos 2, według mapy około 3 godzin. Dotarłam standardowo calutka mokra, łącznie z włosami, oraz czerwona na twarzy. Cóż, trzeba przywyknąć i przestać się przejmować ;). Poziom wilgoci w powietrzu nie do opisania. Na miejscu czekała reszta grupy oraz osoby zdobywające Rinjani z innymi przewodnikami. Zjedliśmy lunch i wyruszyliśmy dalej. Trafiła nam się grupa holendersko – kanadyjsko – malezyjska, bardzo sympatyczna.

 

SAM_1922

Krater Rinjani

 

Tego dnia musieliśmy dotrzeć do krateru – a właściwie jego zbocza (Plawangan Senaru). Zaraz pod nim był nocleg. Droga jeszcze dość długo wiodła przez dżunglę, lecz wraz ze zwiększaniem się wysokości temperatury stawały się znośniejsze, a wilgoć ustępowała. Należało jednak pamiętać, by smarować się kremem z filtrem, bo mimo chłodu słońce prażyło mocno. Oprócz tego trzeba było pilnować swoich rzeczy. Stada małp dobrze wiedziały, że tam gdzie ludzie tam też szybki i łatwy posiłek. Było ich bardzo dużo. Jak się okazało w nocy z kolei pojawiły się całe watahy psów. Dobrze, że zapytaliśmy czemu trzeba chować plecaki w namiocie i zamykać na zamek, inaczej wycie w nocy mogłoby nas conieco przestraszyć. Na siku też trochę się bało wyskoczyć 😉 Oczywiście bardzo przydały się czołówki, choć tej nocy za potrzebą można było się udać spokojnie bez nich, ponieważ księżyc świecił mocno i jasno. Niebo było wypełnione gwiazdami, widok, jakiego nie da się zobaczyć z okolic jasnego miasta, przepiękny.

Oczywiście posiłki i namioty przygotowywali dzielni tragarze. Można się było trochę podłamać, gdy w ów japonkach i ze sporym ciężarem na plecach mijali nas szybko na szlaku, podczas gdy my wlekliśmy się z plecaczkami. Ale oni tę trasę pokonują regularnie. Więc albo są wyćwiczeni albo mają jakieś naturalne predyspozycje (tak to sobie tłumaczę 😉 ). Ta część trasy była najpierw stroma i nieco błotnista, później bardziej stroma i bardzo kamienista.

 

Nocleg pod namiotem na Rinjani

 

Po zachodzie słońca mocno się ochłodziło, więc warto pamiętać o zabraniu cieplejszych ubrań, nie każdemu sam śpiwór wystarczy. A o temperaturze na szczycie napiszę później – było potwornie zimno! Co jeszcze może się przydać? Ja nie mogę spać bez poduszki, więc zaopatrzyłam się w dmuchaną poduchę w kształcie litery C – z którą śpię w samolotach – zawinęłam ją w bluzę i było OK. Kolejna przydatna rzecz to mokre chusteczki. Albo takie jak dla dzieci albo antybakteryjne. Mieliśmy oba rodzaje i jak zwykle się przydały, można było „odkazić” ręce, a nawet umyć się spokojnie w namiocie po ciężkim dniu. Batoniki czy coś słodkiego do przegryzienia w ciężkiej chwili lub w oczekiwaniu na posiłek też się przydadzą. Ewentualnie „multiwitamina” do wrzucenia do wody, jeśli miałaby paskudny smak.

Noc nie należała do najprzyjemniejszych, ale było naprawdę znośnie i połamani, lecz uśmiechnięci, wstaliśmy, by zjeść śniadanie o wschodzie słońca i przejść dzielnie kolejny etap trekkingu.

 

 

SAM_1960

 

Za Wikipedią:

Gunung Rinjani, czynny wulkan na wyspie Lombok w Indonezji; zaliczany do stratowulkanów.

Współrzędne geograficzne 8°25′S 116°28′E. Wysokość 3726 m n.p.m. Owalny krater o wymiarach 6 x 8,5 km, w zachodniej części krateru jezioro Segara Anak o głębokości 230 m.

Pierwszy zanotowany wybuch w 1847 r., ostatni w 2004 r.

trekking-rinjani-map-lombok

źródło: http://www.lombokrinjani.com/map_and_route_rinjani_trekking_lombok.htm

rinjanimap

źródło: http://www.trekrinjanilombok.com/trekking-map.htm

Trochę więcej mapek:

 

 

rinjani chmury


 

Tags:

Może polubisz i to:

Ta strona korzysta z ciasteczek, więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności. - zobacz

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close