LOADING

Type to search

Jak działać etycznie oraz dbać o naturę i nie zwariować?

Oliwia 20 lutego 2018
Share

Dużo ostatnio słyszy się o zdrowym odżywianiu, nieprodukowaniu odpadów, kupowaniu ubrań od firm, które nie wyzyskują pracowników z ubogich krajów, mądrym wyborze miejsc, do których się podróżuje, rezygnacji z latania samolotem, etycznym traktowaniu zwierząt. I świetnie, byle tak dalej! Warto działać etycznie i dbać o naturę! Mam tylko jedną prośbę: nie atakujmy tym ludzi bez zastanowienia.

Co mam na myśli? Zacznę od przykładu. Odezwałam się na grupie podróżniczej pod postem o oceanarium i występach delfinów. Napisałam komentarz – zachowując zasady dobrego wychowania – o tym, że trzymanie delfinów i orek na uwięzi jest niehumanitarne i warto sprawdzić na czym polega, z czym się wiąże i jaki ma wpływ na te zwierzęta. Że warto je odwiedzić w ich naturalnym środowisku. I co się stało? Oprócz kilkunastu głosów podobnych do mojego pojawiła się na grupie osoba, która zaczęła atakować.

Po pierwsze nie tylko osobę, która post umieściła – co jest niedopuszczalne, bo jeśli chcemy kogoś uświadomić róbmy to kulturalnie i merytorycznie. Po drugie także osoby, które napisały, że jest to zły przykład i oceanariów nie powinno się odwiedzać ani promować, a zwierzęta należy wypuścić na wolność. Padały różne argumenty, że na zdjęciu komentującej widać wypudrowaną, pomalowaną „gębę”, więc czemu się odzywa, co za hipokryzja, kosmetyki testuje się na zwierzętach. I masa innych w podobnym tonie: nie masz pojęcia co jest dodawane do żywności, aby była tańsza i jak zwierzeta przez to cierpią, więc co się odzywasz o delfinach, jak krzywdzisz cały świat. Że w domu pewnie schabowego pożerasz, a tu niby biedne delfiny. Paranoja.

Jeszcze gorszy atak nastąpił, kiedy napisałam, że nie tędy droga. Nie każdy spotkał się z tym wcześniej, czasem trzeba spokojnie wytłumaczyć coś „od zera”, nie atakować, bo się tylko kogoś zniechęci. Poza tym mamy dwie grupy ludzi. Tych, którzy nigdy wcześniej o czymś nie słyszeli i muszą się oswoić z sytuacją i ją przetrawić – trzeba dać im taką możliwość, a nie straszyć i besztać. Oraz tych, którzy świadomie podejmują wybory – i tu można już podyskutować.

 

Niestety źle przyjmujemy prawdę

Inną sprawą jest to, że niestety źle przyjmujemy prawdę. Gdy nazwałam kiedyś nieopatrznie mięso ze sklepu padliną, zaczęło się oburzenie. Ale czym innym ono jest jeśli – czasem surowe, tygodniami od zabicia – leży na półce sklepowej lub w lodówce. To tak jak gdybym miała się obrazić, gdyby weganin powiedział do mnie, że jadam „wydzielinę gruczołu mlekowego samic ssaków” (za wikipedią) przyczyniając się do zabiajania cielaków. Czyli, że piję mleko krowie i jadam sery. Brzmi nieładnie, ale taka jest brutalna prawda. Czasem pisząc wprost, jak się sprawy mają popełniamy błąd, ponieważ najczęściej jako ludzie unosimy się honorem i przestajemy wtedy słuchać.

Niewielu z nas potrafi przyjąć prawdę na klatę i wziąć pełną odpowiedzialność za swoje decyzje. Dlatego jeśli chcemy zmienić świat na lepsze musimy robić to małymi krokami i obchodzić się czasem z tematem jak z, przysłowiowym, jajkiem. A jeśli decydujemy się robić coś nieetycznego/wątpliwego/kontrowersyjnego to przynajmniej nie udawajmy, że tak nie jest. Jestem świadoma tego ile jeszcze mogłabym/powinnam zmienić w swoim życiu, by być lepszą dla świata, który jest moim domem. Jednak zdarza mi się pójść na łatwiznę. Nie udaję jednak, że tak nie jest. W dodatku cały czas uczę się i dowiaduję nowych rzeczy. Czasem ta wiedza potrafi człowieka przerosnąć, i co wtedy?

Na co należy uważać? Jak nie zwariować?

1. Tak, większość ubrań pochodzi z miejsc, w kórych wykorzystuje się trudną sytuację materialną ludzi, gdzie pracują w niegodziwych warunkach. Można się zastanowić jak to zmienić, bo to duży problem. Jednak obawiam się, że nie wystraczyłoby zaprzestanie zakupów w tanich sieciówkach, ale potrzebny jest też duży nacisk na rządy i na firmy produkujące odzież oraz materiały. Albo telefony i inną elektronikę. Po pierwsze, gdyby dobrze zbadać temat, okaże się, że niemal wszystko czego dotkniemy ma podejrzane pochodzenie. I jak egzystować? Człowiek zaczyna mieć wyrzuty sumienia i czuje się jak w sytuacji bez wyjścia. Nie kupi – czasem podstawowych rzeczy – nie da sobie rady. Kupi, być może dołoży grosik jakiejś firmie niebędącej okej. Czasem można kupować rzeczy z „etycznych produkcji” – fair trade – także polskich marek, są one niestety, przynamniej dla mnie, bardzo drogie. Czasem pozwolę sobie na taką inwestycję, jednak nie jestem w stanie ubierać się tak cały czas. Za to na pewno mogę pomyśleć o tym ile rzeczy w szafie czy domu jest mi naprawdę potrzebnych oraz jak dać drugie życie tym, których już nie potrzebuję.

 

LINK: Koko World – Polska firma o Fair Trade

LINK: Kupuj odpowiedzialnie – czym jest Fair Trade

LINK: Co możemy zrobić, aby uchronić się przed fast fashion?

LINK: Skąd się biorą ubrania z wełną i jakim kosztem powstają?


 

2. Tak, latanie samolotami zużywa ogromne ilości paliwa i ma wpływ na efekt cieplarniany. W dzisiejszych czasach samoloty zużywaja mniej paliwa, aby osiagnąć taką samą moc co dziesiątki lat temu. Jednak nadal wieloktronie więcej niż jakiekolwiek inne metody transportu. Dlatego jeśli ktoś się z tym bardzo źle czuje, a chce podróżować, powinien rozważyć inne środki transportu i znaleźć więcej czasu na przemieszczanie. Jeśli musimy dostać się daleko, spróbujmy już na miejscu nie wykorzystywać zbyt często samolotów. Pamiętam, że szalenie spodobała mi się idea, która powstała wraz z serią filmów dokumentalnych na Planete + o ochronie Ziemi. Piękne programy kręcone z powietrza, gdzie na końcu pojawiały się napisy, mówiące o tym ile zużyto paliwa, by móc sfilmować materiał i w jaki sposób zostanie to odpracowane i na co przekażą środki finansowe, by działać na rzecz zdrowiej przyszłości naszej planety. Może i my szukajmy jak wyrównać rachunek CO2 za nasze loty? Może na codzień tylko rower, a zrezygnować z samochodu? Wybór należy do Was.

LINK: Ile CO2 emituje średnio samolot na kilometr trasy


 

3. Tak, kosmetyki nadal są testowane na zwierzętach, mimo, że mamy zakaz wykonywania takich badań w Europie, jest to wymagane, jeżeli firma chce sprzedawać kosmetyki na rynek Chiński. Co ciekawe od 2014 roku nie dotyczy to kosmetyków powstających w samych Chinach. Tak czy siak, jeżeli firma, której produkty kupujemy nie ma napisu „cruelty-free”, a w dodatku sprzedaje na ten azjatycki rynek, jest właściwie pewne, że wykonuje testy na zwierzętach. Choć wmieniając wiadomości z jednym z producentów będących nadal na listach marek testujących. dowiedziałam się między innymi, że „produkty wytwarzane i sprzedawane w Chinach nazywane produktami „niefunkcyjnymi” takie jak szampony, kosmetyki do mycia ciała i do makijażu nie są już testowane na zwierzętach.” oraz „W 2014 roku w Szanghaju otworzyliśmy Centrum Episkin*, dzięki któremu możemy produkować zrekonstruowaną skórę. Jest to wykorzystywane do badań nad bezpieczeństwem przeprowadzanych in vitro, nie wymagających udziału zwierząt.” Pytanie czy w to uwierzymy, czy nie. Według organizacji walczących o prawa zwierząt firmy te nadal są na liście testujących na zwierzetach, obawiam się, że nie bez powodu. Oczywiście najlepiej byłoby móc kupować same kosmetyki bezpieczne dla zwierząt i ludzi, ale niestety nie zawsze akurat te marki mają odpowiednie dla nas produkty. Szukać i sprawdzać oczywiście warto.

LINK: Wolne od okrucieństwa – „cruelty free” – marki drogeryjne

Cruelty-Free Drugstore Brands

 

LINK: Wolne od okrucieństwa – „cruelty free” – marki kosmetyczne

30 Makeup Brands That Still Test On Animals In 2018

 

LINK: Cruelty free – company search – Peta – wyszukaj firmę i sprawdź czy testuje na zwierzętach


 

5. Tak, najlepiej byśmy wszyscy byli „zero waste”. Bardzo ciekawy ruch, bardzo ciekawy temat. Sama w pewnym momencie byłam przerażona ilością śmieci jakie produkuję. Zdarza się, że jedna rzecz jest zapakowana w kilka opakowań. Po rozpakowaniu jednych zakupów można zebrać całą reklamówkę papieru, folii, puszek, plastiku. Trochę to przerażające. Od razu stanęły mi przed oczami wysypiska śmieci i ich palenie na Mlediwach czy żółwie, które próbują składać jaja na całkowicie zasypanych niebiodegradowalnymi odpadkami plażach. A przecież można kupić część warzyw, nasion, orzechów i owoców bez opakowań, na wagę. Unikać jednorazowych naczyń, po kawę zgłaszać się z własnym kubkiem, mieć materiałowe torby na zakupy i nie kupować reklamówek. Co prawda nie słyszałam jeszcze, aby u nas były dostępne szampony (itp) na wagę, przelewane do własnego opakowania, ale pewnie kiedyś i to do nas przyjdzie wraz ze zdrową modą na nieprodukowanie zbędnych śmieci. Plus jedzenie: od jakiegoś czasu staram sie rozpisywać dokładniej zakupy, tak by nie marnowało się pożywienie. Najgorzej czuję się, gdy ktoś do mnie przywozi coś czego nie jadam, zapominam, że to w lodówce w ogóle jest, później odnajduję już zepsute jedzenie, ktore muszę wyrzucić. Bardzo tego nie lubię i gryzie mnie strasznie w środku. Nie musimy od razu zakładać kompostownika na balkonie, ale na pewno sporo da się zrobićw tym temacie, nawet bez większego wysiłku.

LINK: Zero Waste po polsku #1 – postaw diagnozę – Ograniczam się – jak zacząć?

LINK: Polskie Stowarzyszenie Zero Waste

LINK: Sposoby na omijanie plastikowych opakowań


 

6. Tak, w jedzeniu i kosmetykach jest niebezpieczna chemia, a także składniki przez które cierpią zwierzęta i środowisko naturalne. Czego nie dotkniemy albo zawiera mocno podejrzane składniki albo powstaje w podejrzanych warunkach. Kosmetyki: alergeny, sztuczne barwniki, SLS, silikony, parabeny i donory formaldehydu. Żadne z nich nie mają na nas dobrego wpływu, część jest wręcz podejrzewnana o bycie substancjami rakotwórczymi. Dodatkowo jeśli są w rozpylane w powietrzu wdychamy te związki. Jedzenie: napchane sztucznymi barwnikami, poprawiaczami smaku, konserwantami, uzupełniane olejem palmowym, bo tani. Niestety przez niego wycinane są niewyobrażalne ilości lasów deszczowych, a zwierzęta, które w nich żyły giną. Temat rzeka. Albo gdy chcemy być fit i eco, kupujemy awokado, a tu okazuje się, że ludzie i natura cierpią, bo kartele przejmują wodę potrzebną do jego upraw. I znów stres – czy mam czytać każde opakowanie w sklepie? Dochodzić jki jest kraj pochodzenia? Z kosmetykami bywa łatwiej, mają jasne opisy, te nazywane dermokosmetykami są najczęściej bez wyżej wymienionych składników i się tym chwalą. Z jedzeniem bywa trudniej, nie jestem w stanie zapamiętać każdego E – a nie każde jest złe lub sztuczne, gubię się w tym. Ale staram sie na tyle, na ile umiem, można też korzstać z aplikacji czytających kody i tłumaczących skład. I unikam produktów przetworzonych. Trzeba znaleźć zdrowe i wygodne  rozwiązania dla siebie.

LINK: Zanim kupisz kolejne awokado – „zielone złoto w rękach karteli”

LINK: Olej palmowy

Człowiek z lasu – nasz kuzyn Orangutan | olej palmowy

LINK: Chemia w żywności. Lista szkodliwych E

Chemia w żywności. Lista szkodliwych E

 

LINK: Niebezpieczne składniki w kosmetykach – lista –  Naturnika

LINK: Aplikacja „Zdrowe zakupy”

LINK: Orangutan broniący swojego domu


 

7. Tak, niektóre atrakcje podaczas podróży są nieetyczne, mimo, że bardzo popularne. Czasem nie mówi się o tym wystarczająco głośno, a wręcz reklamuje jako świetne – jak na przykład jazdę na słoniu. Mało kto wie, czym jest łamanie słonia. Obawiam się, że niewiele osób wie, że tajlandzkie wioski plemienne to miejsca na pokaz, sposób lokalesów na zarabianie pieniędzy oraz odpowiedź na potrzeby postkolonialnych turystów, że tygrysy, które można głaskać są naszprycowane narkotykami, a ich dzieci są przedmiotem nielegalnego handlu i zabawy. Niestety często tam, gdzie pojawia się szansa na zarobek, znajdują się sprytni ludzie, chcący na tym skorzystać. Dlatego na przykład większość kaw kopi luwak nie powstanie jak kiedyś, a zostaną do jej produkcji wykorzystane zwierzęta zamknięte w klatkach – by było taniej i szybciej odbierze się im wolność i godne warunki życia. A rekiny wielorybie zacznie dokarmiać, by przestały pływać swoimi trasami, wyznaczonymi przez naturę. Sprawdzajmy więc na co się decydujemy i z czym to się wiąże, ale też pamiętajmy, że nie o wszystkim łatwo znajdziemy informacje i każdy z nas ma prawo popełniać blędy i się na nich uczyć. Jeśli się czegoś nauczyliśmy, podzielmy sie tą wiedzą z innymi. Do tego dochodzi obszerny temat jakim jest wolonturystyka.

 

LINK: Łamanie słonia – jak katuje się małe słonie, by zgodziły wozić kogoś na swoim grzbiecie

LINK: Ludzkie zoo – czyli zwiedzamy plemienną wioskę – Post-Turysta

LINK: Oglądający i oglądani – czyli postkolonializm potrzebny turystyce – Post-Turysta

LINK: Wolonturystyka –  ile jest pomocy w turystycznej przygodzie?

LINK: Jak można przykro przekonać się na własnej skórze

Rekiny wielorybie w Oslob – jak tam jest naprawdę?

 

LINK: Jak uniknąć nieetycznych atrakcji ze zwierzętami, nie wszystkie są oczywiste

LINK: Wolontariat, kompleks białego wybawiciela

 


 

5. Tak, jedzenie mięsa i hodowla zwierząt dla nabiału, jaj, futra są niehumanitarne, najczęściej nie są też zdrowe. Pierwszej cześci zdania chyba nie muszę tłumaczyć. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że zwierzęta się je, że mają nam służyć. Zupełnie nie rozumiem takiego podejścia, tak samo jak nie rozumiem jak można znęcać się nad zwierzętami. W wielkich przedsiębiorstwach, faszerowane hormonami i antybiotykami, aby zamienić się później w produkt spożywczy żyją w karygodnych warunkach, traktowane i zabijane w okrutny sposób. Często tylko po to by zgnić na sklepowej półce i po kilku reanimacjach i przerobieniu na produkt po obróbce cieplnej trafić do śmieci z braku chętnych na zakup. Co ciekawe mięso wcale nie jest nam potrzebne do prawidłowego rozwoju i życia. Jeśli nie umiemy się bez niego obyć chociaż sprobójmy ograniczyć jego spożycie. Zobaczmy po czasie czy dajemy sobie radę i postarajmy się wyeliminować je całkiem. Po ciężkim początku później jest już tylko łatwiej, w dodatku teraz jest dostępna masa produktów roślinnych ułatwiających wegetarianom i weganom życie. Jak już jemy mięso, nie fundujmy sobie na wyjazdach atrakcji w stylu zupy z płetwy rekina czy sushi z nadal żyjącej ryby. W każdym sklepie można w kupić jajka z wolnego wybiegu i co ważne wcale nie trzeba nosić futer. A mleko możnna zstąpić napojami ryżowymi, owsianymi, sojowymi czy kokosowymi (mniam! ale pamiętajcie by sprawdzać ich skład).

 

LINK: Przemysł mleczarski

LINK: Cowspiracy – film dokumentalny o wpływie największych światowych korporacji na środowisko i nie tylko

LINK: Czemu zamiast zabić od razu rekina, odcina się mu płetwy i zostawia na okrutną śmierć?

 


 

Do czego zmierzam? Nie dajmy się zwariować!

Sporo tego, prawda? Można się załamać. A to na pewno nie wszystko o czym pamiętałam lub wiem. Więc nie dajmy się zwariować. Szukajmy informacji o tym co kupujemy, gdzie bywamy, za co płacimy, co oglądamy, co jemy, ale nie dajmy się zapędzić w ogromne wyrzuty sumienia. Po pierwsze nie musimy od razu rzucić dotychczasowego życia i wszystkiego zmienić, wstarczy zacząć działać małymi kroczkami. Po drugie cały czas się uczymy, nie ma możliwości, byśmy nagle wiedzieli o wszystkim, zawsze znajdzie się coś, co można by zrobić lepiej, dlatego nie załamujmy się. Możemy zmieniać świat i jestem przekonana, że każda nasza najmniejsza decyzja jest jedną z miliona kropel, które kiedyś przeleją czarę. Działajmy, ale pamiętajmy, że trzeba czasem umieć odpuścić i zachować spokój, by coś osiągnąć. Jak spotykamy się z czymś, co nas oburzy, zastanówmy się czy może dana osoba nigdy wcześniej nie słyszła o omawianym problemie, tłumaczmy spokojnie, nie dajmy sobie przyczepiąć łatki „oszołoma”, ponieważ wtedy nikt nie będzie miał poważania dla naszych słów, nawet jeśli będą poparte wiedzą naukową.

LINK: Andrzej rysuje


 

P.S. Własny mikroblog polega na tym, że jest subiektywny. I można wyrażać dzięki niemu swoją prywatną opinię i opisywać odczucia. Na codzień czytam artykuły naukowe na tematy, o których wspomniałam wyżej, jednak są one tak duże i poważne, często skomplikowane, że nie da się z nich zrobić zgrabnego, krótkiego wpisu zapoznającego z tak różnorodnymi tematami na raz. Więc po co powstał ten wpis? – odpowidając na komentarz o tym, że nie linkuję do naukowych źródeł. Chciałam tylko zajawić problem, a nie przestraszyć ilością danych. Dla wielu osób ta skromna ilość informacji jest już ciężka do udźwignięcia. Dlatego linkując social mediowe wpisy staram się nakierować czytelnika w miejsca, gdzie spokojnie i często ikonografiką pokaże mu się codziennie jakiś smutny fragment rzeczywistości i skłoni do refleksji. Jeśli kogoś tekst poruszył, mam nadzieję, że zacznie sam szukać odpowiedzi na swoje pytania – taki był mój cel, a nie pisanie artykułów naukowych. Lepiej zapoznawać się z tym powoli, by nie załamać – tak mi się wydaje. Zdecydowałam się też na brutalne filmiki, bo czasem trzeba nami potrząsnąć, byśmy zrozumieli problem. A słowo padlina to przykład jak lepiej nie rozmawiać, nawet, gdy sądzimy, że mamy rację – zauważyłam na Fanpage, że dalej nie zostało to zrozumiane – wyjaśniam więc ponownie.

fot. okładkowe: Hanna Sobczuk

Ta strona korzysta z ciasteczek, więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności. - zobacz

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close