Wpisz to, czego poszukujesz

Jakie kosmetyki zabrać w podróż? 20 rzeczy w kosmetyczce, które polecam!

Udostępnij

Co warto spakować do kosmetyczki na podróż?

Damska kosmetyczka to sprawa ważna i poważna. Są rzeczy, które da się kupić w trasie, ale i takie bez których ciężko sobie będzie poradzić, szczególnie jeśli wylądujemy w dzikiej naturze po środku niczego. Bo kosmetyczka to nie tylko to co zadba o naszą urodę i szybki makijaż, ale także o zdrowie i wygodę. Wpis skierowany głównie do kobiet, ale i mężczyźni znajdą coś dla siebie.

Zastanawiałam się, czy pisać na takie tematy, ale zauważyłam, że czasem w komentarzach, a częściej w prywatnych wiadomościach i rozmowach często pytana jestem o to jakie kosmetyki kupuję i jak dbam o siebie podczas wyjazdu. Wklejam więc listę rzeczy – nie wszystkich – które mam w kosmetyczce niemal na każdym wyjeździe, czy to z walizką na spokojnie, czy z plecakiem na większy wycisk. A poniżej parę dodatkowych słów ode mnie dla zainteresowanych tym, jak to ze mną jest w podróży.

 


 

Jak to jest ze mną w podróży?

Czyli uroki podróżowania – nie zawsze jest pięknie, choć na zdjęciach może się wydawać idelanie. Mam to szczęście, że cerę mam całkiem dobrą i wygląda nieźle w każdych warunkach, choć i taka po codziennym bieganiu ze spoconą twarzą, taplaniu się w nietoperzowej kupie i obklejeniu pyłem miewa problemy. Czasem jakieś zanieczyszczenia uszkodzą skórę, zatkają pory, ale najczęściej zmagam się z alergiami. Zdarza się, że moje recę wyglądają jak jeden wielki parch, uwierzcie mi, nie jest to ani estetyczne ani zabawne, a na dodatek bardzo bolesne. Dlatego zawsze mam ze sobą lek ratunkowy, mocny, ale gdy już nie mam wyjścia jedyny działający. Używam też produktów antybakteryjnych oraz łagodzących podrażnienia, by skóra radziła sobie z trudnymi warunkami. Bywa ciężko, gdy alergia obejmie większość ciała, ale nie umiem sobie odmówić podróży i staram sie jakoś z problemami walczyć.

I to co wszystkich najmocniej dziwi: nie maluję się codziennie, choć pomalowana jestem. Czemu? Bo mi się nie chce i nie mam czasu… Stosuję wodoodporny tusz do rzęs, jeśli za często ich nie moczę przetrwają spokojnie 3-4 dni. Drobna poprawka rano i gotowe. To samo z moją charakterystyczną kreską. Nie używam podkładów, szczególnie do ciepłych krajów. Lubię się opalić, nie lubię świecić. Puder w kamieniu wystarcza mi na codzień, do pracy i w podróży, łatwo go też zmyć przed snem. Im dłuższe mam włosy tym ciężej o nie zadbać, im więcej pływania, soli, mrozu, tym bardziej się niszczą. Staram się więc trochę je w drodze wspomóc, bo brak opieki skończył się dla nich słabo już kilka razy, pilnuję by tego nie powtórzyć.

 


 

Jakie kosmetki zabrać w podróż?

 

1. Mokre chusteczki

Intymne, zwykłe, antybakteryjne – sprawdzają się w każdej sytuacji i ratują, obojętnie, czy spędzasz czwarty dzień pod namiotem bez dostępu do wody, czy tylko musisz wyczyścić ręce przed spożyciem posiłku dłońmi. Czasem też zwyczajnie ma się ochotę odświeżyć, a niektóre dodatkowo poprawiają humor, gdy ładnie pachną. Żele antybakteryjne mogłyby się wydawać lepsze, ponieważ nie produkuje się dodatkowych śmieci w postaci chusteczek, jednak żele rozmazują brud po skórze, a nie zawsze ma się coś czystego do wytarcia rąk.

2. Wodoodporny tusz do rzęs

Tak jak napisałam wyżej jestem takich wielką fanką, chyba nie każdy, bo gdy płacę przy kasie niemal zawsze pada pytanie, czy na pewno wzięłam dobry. Gdy pytam skąd takie podejrzenie słyszę, że panie często mylą się i kupują wodoodporny, a nie chcą. Ja chcę i bardzo lubię. Dzięki niemu nie muszę malować się codziennie, mogę pływać w ciągu dnia i nie wyglądać jak panda, a nawet jeździć twarzą po śniegu. A rzęsy zwyczajnie lubię mieć pomalowane, czuję się wtedy dobrze i często wystarczają mi jako pełny makijaż do dobrego samopoczucia. Tylko musi być to tusz dobry i trwały, jak na przykład ten na zdjęciu* (choć szukam nadal dla niego dobrego zamiennika, czemu przeczytasz na samym dole)

3. Chusteczki do zmywania makijażu

A skoro mowa o porządnym/wodoodpornym tuszu do rzęs to trzeba też mieć możliwość jakoś go zmyć. Z czasem zaczyna się kruszyć i nie wygląda atrakcyjnie. Do tego potrzebny jest jakiś tłusty kosmetyk. Na przykład płyn dwufazowy. Ale jak wiemy, nie jest on zbyt wygodny w podróży, trochę waży i może się rozlać zostawiając chaos w kosmetyczce. Są na to dwa sposby: okrągłe płatki w okragłym opakowaniu, dostępne w niemieckich drogeriach jako produkty marki. Mają jednak minus, są aż tak tłuste, że później trzeba umyć twarz mydłem, by nie czuć się obklejonym. Są też mokre chusteczki, niestety większość chwalących się zmywaniem makijażu wodoodpornego nie daje sobie rady. Poniższe* poradziły sobie świetnie, zostaje na twarzy film, ale nie jest męczący. A gdy w drodze przesusza się nasza skóra, jest szansa, że ów film na skórze może nawet da nieco ulgi. Jedak z tych samych względów co powyżej, szukam godnego następcy, jak tylko takie namierzę dokonam tu zmian 🙂

4. Maść bakteriobójcza

W tubce lub saszetkach, w podróży lubię mieć te drugie i mimo, że nie da się ich się szczelnie zamknąć, nie zdażył mi sie dotąd żaden wypadek. Jest to maść zapobiegająca rozwojowi zakażeń bakteryjnych w przypadku drobnych ran, zadrapań, obtarć i oparzeń, zawiera trzy składniki o szerokim zakresie działania przeciwbakteryjnego:  bacytracynę (niszczy bakterie Gram-dodatnie), neomycyna (działa bakteriobójczo na bakterie Gram-ujemne) oraz polimyksyna B (antybiotyk). Przykładowe maści to Tribiotic, Maxibiotic, Multibiotic i Polibiotic.

5. Plaster w płynie

Dostępne są już niemal w każdej drogerii, często jako marki własne, więc łatwo je kupić nawet w ostatniej chwili przed wyjazdem. Jest to sprytny plaster na rany i skaleczenia w spray’u. Po rozpyleniu na powierzchni skóry tworzy się niewidoczną, wodoodporną powłokę. Szybko wysycha i trzyma się koło 3 dni, później odchodzi przypominając wyschęnity naskórek, jest to mało widoczne. Według opisów na opakowaniach nie należy go stosować na krwawiącą lub zainfekowaną skórę. Jednak jeśli już zasuszymy lekko ranę, a wiemy, że będziemy się mocno pocić lub pływać/nurkować, plaster w płynie może się okazać bardzo przydatny.

6. Buteleczki podróżne

Nadają się nie tylko do bagażu podręcznego. Ja lubię, gdy nie są za sztywne, bo nie pękają oraz gdy nie mają pompek, rurek oraz innych bajerów i są całkowicie szczelne. Parę wyjazdów, pokazało mi, że to najbezpieczniejsza opcja dla opakowań do 100 ml wielokrotnego użytku. W dodatku lubię, gdy buteleczki mają różne kolory. Nie dość, że łatwo mi się połapać co mam w której, to nie żółkną brzydko jak przezroczyste lub białe. Jak dotąd najlepiej sprawdziły mi się te z Ikei. Nie są już dostępne w ich sklepach, ale widziałam je nadal na Allegro 🙂

 

7. Żel aloesowy

Czasem, nawet gdy się bardzo uważa można nieco spalić skórę. Żel aloesowy łagodzi podrażnienia i naprawdę działa kojąco. Co ciekawe można go nabyć w o wiele niższej cenie niż oczekuje za swóje produkty znana marka z bananem w logo, a dodatkowo w Azji (nie wiem jak na innych kontynentach, bo nigdy nie szukałam) kupimy go w każdej drogerii lub aptece i będziemy mieli multum firm do wyboru. Sprawdzałam, każdy dotąd kupiony żel działał. Naprawdę przyjemnie i mocno chłodzi, bardzo ogranicza pieczenie i przynosi ulgę.

8. Plasty rozgrzewające z Kapsaicyną

A tu coś odwrotnego, czyli kiedy chcemy się grzać, a nie chłodzić. Zdarzają mi się skurcze mięsni lub zapalenia korzonków – nic tak nie pomaga jak te plastry. Czasem trochę za mocno pieką, ale faktycznie rozgrzewają. Mięśnie się rozluźniają, a korzonki dają żyć, pozwalają się schylać i obracać w nocy w śpiworze. Póki co najlepiej sprawdził mi się plaster z poniższej ilustracji, po innym strasznie wysuszło mi skórę, aż schodziła płatami. Można go przeciąć na mniejsze kawałki, nie powinno się z nim kąpać – staram się nie zalewać go wodą, by nie wymieniać za często, zalany przypadkiem na nowo bardzo mocno piecze, a substancja z niego spływa. Kapsaicyna to organiczny związek chemiczny odpowiedzialny za ostry, piekący smak papryczek chili – także uważajcie 😉

9. Kubeczek menstruacyjny

Testuję od jakiegoś czasu i jestem bardzo zadowolona. Ani razu mnie nie zawiódł. Przymierzałam sie do tematu długo, przeglądałam masę kubeczków w necie i może dlatego jakoś tak ciężko było mi się zdecydować. Różne rozmiary i twardość. Aż trafiłam na promocję w sklepie stacjonarnym i po przeczytaniu na opakowaniu jak wybrać odpowiedni rozmiar, dokonałam zakupu. Dlaczego kubeczki? Są bezpieczne i dzięki nim nie produkujemy śmieci. Jednym z podstawowych materiałów używanych do produkcji tamponów i podpasek jest bawełna. Do jej produkcji wykorzystywane są najczęściej duże ilości nawozów sztucznych, w tym w większości szkodliwych dla zdrowia pestycydów. Dodatkowo materiały do produkcji jednorazowych środków higienicznych bieli się chlorem. To najtańszy środek nadający kolor kojarzący się z czystością, jednak w wyniku bielenia chlorem wydzielają się silnie rakotwórcze substancje (dioksyny).

10. Suchy szampon

Warto go zabrać, jeśli tylko mamy trochę miejsca w walizce. Chyba nie trzeba go przedstawiać, myślę, że większość z pań kojarzy ten wynalazek. Wystraczy popsikać włosy u nasady, poczochrać je nieco i porządnie wyczesać, a fryzura zyskuje trochę nowego życia. Ja osobiście choć uwielbiam słodkawe zapachy tych szamponów, musiałam pogodzić z się z tym, że akurat nienajlepiej sprawdziły sie w moim przypadku. Póki co najbardziej zadowolona jestem z tego na zdjęciu poniżej, choć to jedyny produkt tej marki, króry póki co przypadł mi do gustu. Minusem suchych szamponów jest puszka pod ciśnieniem – pamiętajcie, że może wybuchąć podczas lotu w luku bagażowym.

 

suchy szampon na wyjazd

11. Szampon w kostce

Gdy pakujemy się do plecaka na dłuższy i wymagający wypad z namiotem lub musimy zmieścić się w bagażu podręcznym, chcemy oszczędzić sobie zbyt dużej ilości płynów w kosmetyczce, okaże się świetny. Można go spakować nawet na dłuższą podróż, podobno wystarcza nawet na 3 miesiące. Szampon w kostce to najczęściej esencja naturalnego szamponu z dodatkiem olejków eterycznych i odżywek. Używamy go jak mydła, ale mydlimy włosy. Minusem jest to, że otwiera łuskę włosa, przez co włosy większości osób puszą się, a długie plączą. Mydła niektórych firm mają metalowe opakowania wpisując się w trend zero waste (Lush – poniżej), inne niewybielone kartoniki (Bomb).

12. Olejek lub balsam na wysuszoną skórę

Moja skóra na codzień wysusza się dość mocno, szczególnie nogi, a w podróży bywa dramatycznie, szczególnie jeśli słońce praży, alergie atakują, a ręce i nogi obcierają się o skały i pył. Z czym jeżdżę? Różnie, zależy czy z walizką czy z plecakiem pod namiot. Jeżeli nie obawiam się wydostania tłustego płynu z opakowania to szykuję połączenie oleju kokosowego, olejków – np. makadami, avocado, czasem też dodaję jakiś olejek zapchowy (zwracam uwagę na to, by był dozownik w formie sprau, sam z siebie często niechętnie wycieka). Pamiętajmy też, że olej kokosowy zastyga, gdy nie jest bardzo gorąco i z buteleczki go wtedy nie wydostaniemy, z kolei, gdy jest bardzo ciepło może wypłynąć. Testowałam ostatnio olejek w sprayu, był wygodny i łatwo się go roprowadzało, nawet nieźle działał – jednak posiada opakowanie pod ciśnieniem. Czasem biorę ze sobą balsam przelany do mniejszego opakowania.

 

 

13. Keratyna w płynie

Znów coś w formie płynnej. Kiedy nie mam za dużo miejsca, czasu na spłukiwanie dużo ważącej odżywki biorę ze sobą małe opakowanie z płynną keratyną. Może nie jest to najlepszy środek z jakiego korzystałam, ale po pierwsze nie jest tak tłusty ja olejek, który wykorzystywałabym tylko do włosów – szkoda miejsca. Po drugie olej kokosowy, ktorego używam do ciała jest zbyt obciążający dla moich włosów i je skleja mimo prób nałożenia jak najmniejszej ilości. Po trzecie ma małą buteleczkę. Fajnie nie produkować śmieci i jak znajdę inny sposób chętnie skorzystam, jednak mimo nieco wyższej ceny dla tak małego opakowania jest mi z nim po prostu wygodnie, psikam czasem nawet suche włosy, gdy mam za dużo do czynienia z pyłem, solą i słońcem.

14. Probiotyki

Probiotyki uzupełniają naturalną florę bakteryjną układu trawiennego. Jeżeli zaczniemy je stosować przed wyjazdem i kontynuować podczas podróży mamy o wiele mniejsze prowadopodobieństwo, że zaskoczy nas jakaś awaria brzucha. Preparaty te zawierająca w składzie szczepy bakterii probiotycznych. Stosuje się je w okresie osłabionej odporności, po terapii antybiotykami oraz w przebiegach infekcji układu pokarmowego. Po co ryzykować kilka dni leżenia i biegania do toalety, jeżeli można trochę pomóc odporności i układowi trawiennemu?

15. Żel antybakteryjny lub peeling

Nie trafiłam jeszcze na rozwiązanie idealne, póki co testuję poniższe produkty. Detoksykacja węglem i głębokie oczyszczenie. To samo, ale z siarką, albo żele z peelingiem (niestety wiele z nich jest ze sztucznymi dodatkami w postaci kuleczek peelingujących, jednak prawo na szczęście ma wprowadzić zakaz używania takich drobinek – bardzo szkodzą środowisku). Niektóre z nich mają działanie żelu do mycia twarzy, maseczki, a nawet peelingu w jednym. Można skrzystać też z mydła w kostce, ale te które testowałam wysuszają mocno skórę oraz większość powstaje w 80% z tłuszczu palmowego niecertyfikowanego (a o tym pisałam TUTAJ). Polecam też gorąco nieco droższe, także polskie marki, które nie mają w składzie swoich produktów alergenów, sztucznych barwników, SLS-u, silikonów, parabenów i donorów formaldehydu, za to posiadają naturalne drobinki peelingujące. Często można je upolować w promocji, ostatnio kupiłam 40% taniej w pobliskiej drogerii.

16. Leki na alergie

Co ciekawe wiele z nich jest dostępnych w dobrej cenie w Azji, a w dodatku są dostępne bez recepty. Należy pamiętać, że jeżeli mamy jakieś drobne uczulenia na codzień, mogą się one przekształcić w spory problem z podróży. Słońce, pot, brud – wszystko to potęguje objawy i nie raz nawet tabletki nie były w stanie mi już pomóc i musiałam zastosować maść sterydową. Unikam jej zawsze jak mogę, choćby dlatego, że długo po jej użyciu należy unikać słońca, by nie nabawić się przebarwień na skórze. Jednak gdy jest już naprawę bardzo źle przynosi szybką ulgę i cofa koszmarne objawy w postaci wszechobecnej, bolącej i swędzącej wysypki. Na wyjazd zawsze biorę ze sobą najbardziej znane leki w formie tabletek, na niektórych działają one ponoć usypiąjąco, wtedy poleca się preparaty z  lewoskrętnym enancjomerem cetyryzyny.

17. Proszek do zębów

Ostatnio z przyjemnością korzystam z indyjskiego proszku do zębów. Ta mieszanka naturalych składników nadaje się do czyszczenia zarówno zębów jak i dziąseł. Ma specyficzny smak, wiec nie każdemu przypadnie do gustu, nie każdy lubi woń m.in. goździka o poranku. Nie jest jednak droga, wiec można zaryzykować i sprawdzić. Są też proszki nie tylko czyszczące, ale też wybielające zęby, na przykład rosyjskie. Jeśli chcemy ograniczyć ilość produktów uznawanych za płyny podczas lotu to świetne rozwiązanie, niektórzy mogą związać się z proszkami do czyszczenia zębów na stałe, inni będą z nich korzystać wyłącznie w podróży lub jako uzupełnienie standardowej pasty do zębów.

18. Korki do uszu

Niby nic, a ja bez nich się nigdy nie ruszam. A gdy zapomnę to niemal płaczę. Jestem dość wrażliwa na upierdliwe dźwięki, chrapanie współlokatorów w plackarcie czy głośne imprezy w hostelach, wracanie niektórych osób w środku nocy do dziesięciosobowego pokoju i prowadzenie rozmów do białego rana. A gdy muszę popracować mogę wyciszyć hałaśliwą okolicę.

co wziac na wyjazd

19. Grube plastry i plastry na odciski

Uratowały mnie nie raz. Niezbyt często noszone buty górskie obtarły mi pięty wielokrotnie. Piankowe plastry zazwyczaj przyklejam na pięcie przed trekkingiem, dzięki temu ścieram plaster, a nie stopę. Jesli już jednak dorobię się bąbla zaklejam go specjalnym opatrunkiem na odciski, bardzo łagodzą ból, są grube i miękkie i po początkowym zaciskaniu zębów przed ruszeniem w trasę po przerwie noga dość szybko się przyzwyczaja. Wiem, że nie powinno się, ale w wyjątkowych sytuacjach przyklejałam takie plastry już na nieco sączącą się bąbelkową ranę awaryjnie. Ratowały, gdy musiałam biegać po górach, tylko weźcie pod uwagę, że podczas snu czy wypoczynku należy je ściągać i suszyć ranę, inaczej będzie się babrać, aż ściągnięcie plaster ze skórą za którymś razem. Przetestowane – nie polecam.

co wziac na wyjazd

20. Maść łagodząca swędzenie po ugryzieniach i Deet

Jeśli kogoś lubią komary i inne stworzenia, które pragną się do nas przyssać, a my akurat wybieramy się do dżunglii, są to produkty konieczne. Deet z wysokim procentem ochroni nas przed ugryzieniami różnych stworzeń, pamiętajmy jednak, że jest tak mocna, że może piec skóre albo uszkodzić ubranie (nie zdarzyło mi się, ale należy o takiej możliwości pamiętać). Ma wielu przeciwników, którzy wolą środki ziołowe szeroko dostępne w krajach azjatyckich, w moim przypadku niesczególnie się sprawdziły. Sprawdźcie dokładnie składniki na opakowaniu, aby nie nabawić się alergii. I maść, mało kto wie, ale pomaga nie tylko na swędzenie spowodowane gryzącymi nas owadami, ale także na spaloną skórę. Łagodzi ból daje ukojenie.

co wziac na wyjazd


 

Pamiętajcie też o tym, że często w gazetach czy w drogeriach dostaje się próbki kosmetyków, bywają bardzo pomocne. Są małe i świetnie nadają się w podróż. Jednak jeśli ktoś ma wrażliwą skórę lub włosy lepiej nie przeprowadzać testów z nowym kosmetykiem już drodze.

 


 

* Testowanie na zwierzętach, odpowiedź firmy Garnier/L’Oréal na moje zapytanie o nakaz testowania kosmetyków sprzedawanych w Chinach: „L’Oréal współpracuje z chińskimi władzami oraz naukowcami w celu uznania alternatywnych metod badań, co pozwoliłoby na zmianę regulacji dotyczących kosmetyków oraz całkowite i ostateczne wyeliminowanie testów na zwierzętach. A zatem produkty wytwarzane i sprzedawane w Chinach nazywane produktami „niefunkcyjnymi” takie jak szampony, kosmetyki do mycia ciała i do makijażu nie są już testowane na zwierzętach. W 2014 roku w Szanghaju otworzyliśmy Centrum Episkin*, dzięki któremu możemy produkować zrekonstruowaną skórę. Jest to wykorzystywane do badań nad bezpieczeństwem przeprowadzanych in vitro, nie wymagających udziału zwierząt. Badania te są udostępnione chińskim władzom.”

Pozostawiam do Waszej oceny wybór ich kosmetyków.

 


 

Tutaj trochę przemyśleń o tym, gdy zastanawiałam się JAK DZIAŁAĆ ETYCZNIE ORAZ DBAĆ O NATURĘ I NIE ZWARIOWAĆ?

Jak działać etycznie oraz dbać o naturę i nie zwariować?

 


 

Dołącz do grupy KOBIETA W PODRÓŻY na Facebooku:

 


 

The Ollie

 

Tags:

Ta strona korzysta z ciasteczek, więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności. - zobacz

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close