Wednesday, May 13th, 2026

Skrajności wiosennej aury: Od szarugi w Częstochowie po falę historycznych upałów w USA

Dzisiejsze popołudnie w Częstochowie raczej nie nastraja do długich spacerów. Przy zaledwie 12 stopniach na termometrze – i odczuwalnej oscylującej wokół 9°C – aura przypomina bardziej kapryśny przedwiówek niż środek maja. Ciśnienie stanęło na 1004 hPa, a wiatr z południowego zachodu daje o sobie znać z prędkością 22 km/h. Jeśli ktoś liczy na rychłą poprawę, długoterminowa prognoza na resztę tygodnia szybko weryfikuje te nadzieje. Środa zapowiada się pochmurnie, z temperaturą sięgającą 14 stopni w dzień i 6 w nocy, a do tego z niewielkimi, przelotnymi opadami. W czwartek przez chmury spróbuje przebić się słońce, podnosząc słupek rtęci do 17 stopni i windując indeks UV do poziomu 7. Trzeba jednak zachować ostrożność, bo zderzenie mas powietrza przyniesie burze z piorunami i porywy wiatru do 50 km/h. Piątek i sobota to już typowo jesienna melancholia: niebo zaciągnie się chmurami w 99-100 procentach, temperatury spadną do 13-16 stopni, a parasole znowu pójdą w ruch. Miejscami popada naprawdę solidnie, w piątek prognozuje się ponad 10 mm, a w sobotę nawet 12,5 mm deszczu na metr kwadratowy.

Zupełnie inny, wręcz skrajny scenariusz pogodowy pisze się obecnie za wielką wodą. Kiedy my kulimy się w chłodzie, amerykański stan Georgia błyskawicznie się nagrzewa. Wraca tam pełne słońce, a przed weekendem w północnej części stanu temperatury zaczną dobijać do 90 stopni Fahrenheita (ponad 32°C). Tamtejsi synoptycy widzą w tym jednak pewne plusy – opady, które przeszły nad południową Georgią i północną Florydą, wydatnie pomogły w walce z zagrożeniem pożarowym. Z drugiej strony, sama aglomeracja Atlanty musi przygotować się na uderzenie gigantycznego gorąca, które w przyszłym tygodniu może otrzeć się o historyczne rekordy.

Ten stan rzeczy to efekt znacznie szerszego zjawiska. Przez całe Stany Zjednoczone w żółwim tempie przemieszcza się potężna strefa wyżowa, ciągnąca się od Gór Skalistych aż po Wschodnie Wybrzeże. Taki układ baryczny tworzy strefę osiadającego powietrza, która skutecznie wypycha prąd strumieniowy na północ. W meteorologicznym żargonie oznacza to jedno: dla obszarów położonych na południe od prądu strumieniowego nadchodzi okres bezchmurnego nieba i lejącego się z niego żaru.

Dynamika tej fali upałów jest na tyle duża, że do poniedziałku mapa USA może dosłownie zaroić się od nowych rekordów. Strefa gorąca będzie stopniowo przesuwać się na wschód, a w niektórych rejonach Północnego Wschodu temperatury skoczą nawet o 30 stopni. Wcześniej, bo w okolicach zbliżającego się weekendu, wartości rzędu 90 stopni opanują centralne i południowe Równiny, docierając swoim zasięgiem aż do Nebraski. O dzienne rekordy ciepła mogą drżeć mieszkańcy takich miast jak Omaha, Kansas City czy Wichita. Z czasem temperatury na poziomie 80 stopni i więcej obejmą niemal całą wschodnią część kraju.

Skala tej anomalii dała o sobie znać już w miniony Dzień Matki, ustanawiając twarde dane. W Reno w stanie Nevada po raz pierwszy w tym roku pękła bariera 90 stopni – odnotowano tam dokładnie 92 stopnie, co jest nowym rekordem dla tego dnia. Słynąca z zabójczych temperatur Dolina Śmierci wyrównała swój dzienny rekord, osiągając 112 stopni (ponad 44°C). Z kolei w kalifornijskiej miejscowości o wymownej nazwie Thermal, termometry pokazały 108 stopni, dorównując wynikowi z 2025 roku. Pytanie o to, czy nadejdzie jakiekolwiek ochłodzenie, nasuwa się samo. Odpowiedź na szczęście brzmi twierdząco. Wyraźnego spadku temperatur spodziewamy się najpierw na Północnym Zachodzie, a pod koniec tygodnia chłodniejsze powietrze wleje się nad północne Równiny i Góry Skaliste. W Salt Lake City w czwartek temperatury powinny spaść do bardziej znośnego poziomu około 70 stopni. To z kolei powinno odjąć nieco ciężaru z barków południowego zachodu, choć o rześkim powietrzu nadal nie ma mowy – Las Vegas utrzyma się w górnych granicach 90 stopni, a w Phoenix słupki rtęci nadal będą przekraczać setkę.